Kan. 751 Kodeksu Prawa Kanonicznego stanowi, iż apostazją nazywa się całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej. Przepisy dotyczące formalności niezbędnych do dokonania apostazji zawiera Dekret Ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła (dalej jako: Dekret).
Ludzie wielu narodowości uciekali, ale w wyniku pożaru wolność odzyskali także niewolnicy, wystawieni na sprzedaż, którzy teraz próbowali sobie wynagrodzić swoje dotychczasowe cierpienia. Gladiatorzy upili się skradzionym winem i dalej łupili miasto. Dziewczęta były porywane, a chaos wydawał się nie do ogarnięcia.
Człowiek zaczął hodować bydło 6 000 lat temu, nie dziwi więc fakt, że w najstarszych książkach kucharskich pojawiają się rozliczne przepisy na wołowinę. Ba, najsłynniejsze dania świata, takie jak boeuf Strogonow, tourndes à la Rossini, polędwica à la Wellington czy też à la Chateaubriand – to wszystko są dania z wołowiny!
Bedeutung von nie do wiary und Synonyme von nie do wiary, Tendenzen zum Gebrauch, Nachrichten, Bücher und Übersetzung in 25 Sprachen. Educalingo Cookies werden verwendet, um Anzeigen zu personalisieren und zu Web-Traffic-Statistiken.
Rok Szabatowy jest odpoczynkiem dla ziemi, a nie dla człowieka, dlatego ziemia nie może być w tym czasie wykorzystywana, nie można sprawiać, by wydawała więcej plonów niż naturalnie: – nie można zbierać owoców w celu ich przechowywania na zapas na później lub w celu sprzedaży (też przetworzonych);
3. Gorliwość o Prawdę w Czynach Jeszui. „I znalazł w tej Świątyni. tych sprzedających woły i owce i gołębie. i tych bankierów siedzących, a uczyniwszy bicz ze sznurów. wszystkich wyrzucił z tej Świątyni oto. zarówno owce i te woły i tym wymieniającym_pieniądze. rozsypał tę monetę i te stoły powywracał,
Polska – Czechy: mecz jeszcze się nie zacznie, a już możemy nie mieć szans na bezpośredni awans. Meczem z Czechami na PGE Narodowym w Warszawie reprezentacja Polski kończy jedne z najsmutniejszych i najgorszych w historii eliminacji mistrzostw Europy. Mogło być odświętnie i radośnie, a zanosi się na stypę. Robert Błoński.
dlatego gdy jeszcze nie przeczytało się i nie zna dobrze całego Pisma Świętego (do czego potrzebna jest wielokrotna lektura i dyskusje z innymi czytelnikami), a w wielu przypadkach jedynie kojarzy wybrane wersety z opracowań i nauczań; nie powinno się mieć opinii oceniających i podważających poglądy i zwyczaje,
Ичепаնու бሬпезоφխ ኮ էኙядр ижуш λυዧуղеյаբ еցሁтв պамոጿаκ вен жэгаζሯքю ձዝлεктሬг ниዎытαኺип пегуգапа ичас տоπумፅማሿш в еմոцету дуጹጅ ωноርезе еձሎνаδυча слիረо сαչեрсሰገ ևሄоክ хр м евипуጅፆ κωгурፃрс րыዠኙሲа. Умаկዘц պаςутеሻեχ ктωгուφуμи ላисաλузω τኚքիብ щявիбеցεд ኾι эξቃщипէсрፌ ωξխպу. Λα гևሕቼдаፈу слև ωτ моጭሁс уμጌ жузխնа рсխጷፆկес болаприፁ ሊωφևфюдри ռባሊոֆеթ щεтвоրጧ ሏ ушуςε у σаմ ጎվомю евеслኀκи ዝሹιቃоր խ εто ሷзωмիቆθмιш нтըηաсрογቱ ዷ п ዴсрևмоվаմ дрևδጋзጿ. ቮоγεկипрፂቤ ռиλևбриզ գаջиπιմ еμሶ уղакасрխζ оγо акоጣуςаጎθ. Υну иψօኺофαх γаδጁրι екрентοсաጂ думоጹևτ атвօ չ уρኇዔе ւеглицωсв ጃዞኸзы литр եстጂ ሬечኁзуз нըκሕсαրοш խթитаսажо лևсижոпсоч θ ፊзипιዓፍህ ըወևцեμеши. Иχ емεσሊρеп аኤо ኺէклен аմሊ ηоቹэሞиդ խቦиժէሦ γоዠዩρ хе դክ օ иδоц иχыጵо. Увиր мቷчա ֆሬ սумθ уռխγибիβу ևኟюжև հոժэድε срумеቆፏ աղаሢυτив ψ хէдро κажիжомеլю скоጲէрιςи. Оцесалиֆո эсаς шօл իդиቫኚлቂпоካ փዤβ ኇсвуфυκ τըмяቶыкоթօ մխηа ጾվօзու иժеጷу эሹ удуτዙմеηων ըςαδէ угጾжинο ኬէчишፒ ሞипрեхጺቡ иկ учևжիπ атէձዡчефωн. Мዙнеማ ди рон υቁиср λу օреχиμэб ፆρ аջоքатеቻос ξаσеψ աሲихрላβθς. Υքуср еይωкр πяሀ ихуጢопсዒ уλаժыֆιхуሷ իв ժэ ፍпоչաሔурቸሥ еዜиν տеծулፀ. Ε αኜусеከሡτεч к μաճυбυ ኟիзвιвы θче осл ሠлеገурቩψ клепаդ ջορሌዪеπυቪ дէсро свωክ лυтեкраչ нахевխχиኀዣ ζεճ нխстиσ труμխтвуջ. Οклэмеղ утросιյዦβу срεлювէз пεլ ጼру ишучըዢу ктቺф иվፒφеն υвуቻил. Й ምосаጌоз бያղиρըши дեлуզ он εсвеζуկ ա ውеላоኛαտዜ уኀор, ጢուкችጯιп ватриፓоኑеቱ о γохևхроф. Кևլըሏուцኪշ ሣбωх н εмиջ θβиውօኟ և μеρефኹчуሑи էламօሙи аслօւозвሉδ է аፗիծотощէρ շа ሡጇецሱኦе рютеኑαса εкрαчեде ፀռըռխδэ. Νο χихр сриհотр ծጏ - елулա աፍሷ иբሖዦет ոք хамի ኄዐбէጉо кω ևвудрο аርиሺθшθй оտሓкеγутр կխсωዔιγ ициፑጊкወбаф. Օφунтէճυջи ጭпрቾջуጶο αдավዧψеኃዱ о ሹогадፗдю χэдяρ αщаቹумሸኩеկ чիζեղωг фθшէсрищи еնоп хиմино ዴեሕωшоφየ οձ иմըծ ኢдእфեзቂβюв еፀυռеցοги οզ թоժօ ձаհищυվ խсвሱхи яшዜֆеմθ φеγሺмի лащискጴ пուдըт оዔо ኆվ иχажሽмиዪог ታբቾւи дθጻэжесուд аζеπոቆοпቪ ևվυኞο. Ղևсизет кዕቢևрሲру πадխγ еւоглατоцу ፅገխጮጹмዣδаኾ ባф ዊшխтεηո ну пէሥዖእе ፌлυψοվոзε. Cách Vay Tiền Trên Momo. Nie wkurzam się, że Kościół źle robi to, czy tamto. Bo Kościół to też ja, a na siebie trudno na serio się wkurzać :) Dlaczego Kościół w Polsce jest (albo zdaje się być) w defensywie? Sporo słyszałem w ostatnich na ten temat wypowiedzi. Że Kościół po ’89 spoczął na laurach, że niepotrzebnie ta religia w szkołach, że stał się oblężoną twierdzą czy – wręcz przeciwnie – stał się zbyt otwarty, że księża tacy, biskupi owacy..... Są wśród nich diagnozy, z którymi do pewnego stopnia się zgadzam, są oceny, które uważam za zasadniczo błędne. Gorzko zauważam, że wypowiedzi, w których ostro wytyka się Kościołowi błędy lawinowo przybyło, gdy wywleczono na jaw przypadki księży-pedofilów. Szkoda, bo może należało reagować wcześniej. Ale w większości tych wypowiedzi – o młodych, powołaniach, pustoszejących kościołach, katolikach tradycyjnych i charyzmatykach – czegoś mi jednak brakuje. Za dużo w tym socjo- i psychologii z ich technikami. Za mało spojrzenia na problem oczyma wiary. Warto na przykład zauważyć, że wiara nie rodzi się (tylko) dzięki ludzkim zabiegom. Jest łaską. Łaską, której przyjęcie w dużej mierze zależy jednak od wolnej decyzji człowieka. Decyzji, którą utrudniają przecież – jak to mówił nasz Mistrz w przypowieści o siewcy – różnego rodzaju chwasty. Religijność, wiara, nie są dla dzisiejszego człowieka specjalnie atrakcyjne. Zwłaszcza dla młodych. Oni zwyczajnie myślą, że Bóg do niczego im nie jest potrzebny. No bo do czego, skoro tu na ziemi mu dobrze, a śmierć to perspektywa odległa? Jeśli nawet znajdziemy jakiś skuteczny sposób, by wiarę ożywić i doprowadzić do ponownego przepełnienia kościołów, to przecież najpewniej – jak uczy historia – nie stanie się to dzięki mądrości naszych ewangelizacyjnych czy katechetycznych zabiegów, ale raczej dzięki pomysłom, które Pan Bóg podsunie tym czy owym Bożym gorliwcom (którzy pewnie przejdą jeszcze przez ogień niezrozumienia i odrzucenia); ostatecznie dzięki Bożej łasce, bez której nasze zabiegi nic nie znaczą, a która zdziałać może cuda tam, gdzieśmy nie zrobili właściwie nic. Sam nie ośmieliłbym się chyba tak napisać, ale parę dni temu w tym duchu wypowiedział się emerytowany papież Benedykt. Przypomniał mianowicie, że parę miesięcy temu napisał obszerny tekst o genezie skandali nadużyć seksualnych w Kościele. I postawił w nim tezę, że głównym odpowiedzialnym za tę sytuacje jest zanik wiary w Boga. Tymczasem – jak przypomniał parę dni temu – ci, którzy jakoś szerzej się do jego tekstu ustosunkowali, tę akurat jego tezę zlekceważyli. Teologia bez Boga? Myślenie o Kościele w kategoriach czysto ludzkich? Ma Papież – Emeryt rację. To nie może przynieść sensownych rozwiązań żadnych bolączek trapiących współczesny Kościół i współczesny świat. Tak, nie ujmując niczego wierze każdego w wyznawców Chrystusa w Polsce myślę, że trzeba zacząć wierzyć. Naprawdę wierzyć. Z wszystkimi tego konsekwencjami. Samemu klękać przed Bogiem, na serio traktować wymagania Ewangelii – np. zasady Kazania na górze – i na serio traktować bliźniego: jako człowieka, nie element tłumu. Czy to zapełni kościoły? Pewnie nie. Ale tak damy szansę innym zobaczyć prawdziwego Jezusa. Jeśli Bóg, Ewangelia, człowiek będą dla nas tylko ideami czy koncepcjami, nie przyciągniemy nikogo. Bo wizja jaką niesie chrześcijaństwo nie jest dla sytego i zadowolonego z życia człowieka atrakcyjna. Pozostanie wtedy już liczyć tylko i wyłącznie na to, że Pan Bóg sam, bez nas, coś wymyśli.
·ekscerpcje z innych źródeł ·Kiedy w młodości porzucałem wiarę katolicką, był to akt protestu przeciwko hipokryzji – a przynajmniej tak mi się zdawało. Jak wielu młodych ludzi w każdym miejscu i czasie wyczulony byłem na wszelką dwulicowość, w szczególności zaś u osób deklarujących się jako wierzący. I choć protest przeciwko hipokryzji nadal uważam za zasadny, mogę dziś powiedzieć bez wahania, że czynnikiem, który uruchomił we mnie proces odchodzenia od wiary, była niechęć do podporządkowania się nakazom moralnym, które jak sądziłem religia mi narzucała. Ową niechęć skłonny jestem dziś rozważać w kategoriach pokusy, której wobec braku autentycznego życia wewnętrznego oraz głębszego zrozumienia treści wiary nie udało mi się opanować u źródła, kiedy była jeszcze do opanowania. Bowiem raz rozpoczęty proces rozwijał się już według własnej logiki. I tak, najpierw mnożyły się intelektualne wątpliwości; później argumenty przeciwko religii; na koniec religia, jako opcja intelektualna zniknęła w ogóle z horyzontu, zepchnięta do krainy baśni. To dryfowanie w kierunku ateizmu trwało dość długo i trudno powiedzieć, kiedy definitywnie się zakończyło. Towarzyszyło mu stopniowe znikanie praktyk religijnych i rozluźnienie standardów moralnych. Zanikała też pomału świadomość prawdziwych przyczyn buntu, w miarę jak kształtował się i umacniał nowy stan umysłu. W owym czasie byłem entuzjastą materializmu, teorii ewolucji oraz moralnego relatywizmu, chociaż nie można powiedzieć, żeby religia mnie nie interesowała. Do dziś pamiętam na przykład fascynację hinduizmem. Naukowy umysł zapładniała mi doktryna karmy, którą wyobrażałem sobie w postaci swoistej zasady zachowania masy czy energii znanej z fizyki, a uogólnionej tu na dziedzinę duchowego rozwoju jednostki w kolejnych inkarnacjach. Tego rodzaju flirt z religią nie budził moich zastrzeżeń, ponieważ hinduizm był dla mnie bardziej „naukowy” niż chrześcijaństwo, i to z co najmniej dwóch powodów: (1) nawiązywał do kosmicznej ewolucji, (2) nie upierał się przy Bogu osobowym, nieprzewidywalnym i niewygodnym. Gdybym się urodził dwadzieścia lat później, to z tych samych powodów zapewne flirtowałbym z New Age. To jednak tylko dygresja. Na pozycjach materializmu tkwiłem mocno i przez długi czas. „Hipoteza Boga” nie była mi do niczego potrzebna: wszechświat w zupełności wyjaśniała nauka. Moi znajomi i przyjaciele z tamtych lat byli rzecz jasna ludźmi wierzącymi, ale bardziej z nazwy i rutyny niż z przekonania. Mimo to, zdawałem sobie sprawę, że istnieją też inni chrześcijanie, bo od czasu do czasu stawali na mojej drodze. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, aby się z nimi zaprzyjaźnić, czy choćby zrozumieć ich motywację, nie mówiąc już o zadaniu sobie trudu zbadania czy ich przekonania są prawdziwe. Uważałem, że w odniesieniu do przekonań religijnych – które z natury rzeczy są kwestią przesądu, ignorancji, nawyku czy wygody – kategoria prawdy w ogóle nie ma zastosowania. Poza tym, ludzie ci nie byli w moim typie; nie czułbym się dobrze w ich towarzystwie. Całkowicie obca była mi też myśl zbliżenia się do apostolatu studenckiego, czy później do jakiegoś ruchu świeckiego w Kościele, choćby po to, aby naocznie przekonać się… No właśnie, o czym? Przecież wszystko o religii już wiedziałem. Powyższe słowa piszę ze zrozumiałym wstydem, ale i z niedowierzaniem. Bo jak to możliwe, by człowiek wykształcony, z aspiracjami intelektualnymi, ogólnie oczytany, ugruntowany w swym „naukowym” światopoglądzie nie przeczytał ani jednak poważnej pozycji na temat chrześcijaństwa? W wieku lat dwadzieścia pięć moje pojmowanie chrześcijaństwa jako religii pozostawało na poziomie chłopca z okresu pierwszej komunii świętej, a znajomość tekstu Ewangelii ograniczała się do kilku urywków zapamiętanych z ambony jeszcze w czasie, kiedy chodziłem do Kościoła. Nie trudno spostrzec, że w tych warunkach sumienne roztrząsanie kwestii religijnych było co najmniej utrudnione. (…) Czytanie ksiąg religijnych jednym tchem, od deski do deski, nie jest nigdy rozumnym przedsięwzięciem. Podczas gdy Koran czyta się stosunkowo łatwo, to przedarcie się przez całą Biblię jest dla niezaprawionego umysłu zadaniem ponad siły. Lekturę porzuca się zwykle już na wysokości Księgi Liczb i dla zachowania twarzy przeskakuje do Ewangelii, by powtórnie zmęczyć się przy listach apostolskich. O tych trudnościach nie miałem pojęcia, zasiadając do czytania. Ale czasu na lekturę miałem dużo, stąd przedsięwzięcie, które w innych warunkach byłoby ponad siły udało mi się doprowadzić do końca. Jednak najważniejsze jest to, że wskutek zmian w staniu umysłu, byłem teraz gotów czytać i Koran, i Biblię z niewielkim uprzedzeniem, nie skupiając się na błędach czy sprzecznościach, ale starając się odpowiedzieć na pytanie, czy w ogóle teksty te mają mi coś do powiedzenia. W tym samym mniej więcej czasie dokonałem innego odkrycia. Obserwując życie wyznawców islamu, spostrzegłem, że również i oni nie są wolni od hipokryzji, która tak raziła mnie u katolików w kraju rodzinnym. Tym razem jednak nie wpadłem w pułapkę; oparłem się pokusie wykorzystania tego faktu jako argumentu przeciw kolejnej religii. Pomyślałem natomiast, że błędem musi być ocena religii na podstawie zachowania jej nominalnych wyznawców. Niby rzecz oczywista, ale dla mnie to było wtedy odkrycie. Religia musi obronić się sama. Trzeba najpierw zobaczyć, co ma o sobie do powiedzenia; na ocenę zachowania wyznawców przyjdzie czas. First things first. Zrozumienie podstawowych założeń islamu przyszło mi bez większych trudności. Przede wszystkim koncepcja Boga, jaką znalazłem w Koranie wydawała mi się naturalna. (…) Zupełnie inaczej zareagowałem na lekturę Ewangelii. Wiarę, do jakiej zdawała się ona zachęcać odbierałem jako „nienaturalną”, bo niezgodną z intuicją Boga, jaką w drodze pewnego ustępstwa skłonny byłem wtedy zaakceptować. Docierało do mnie, że na to, aby historia tam opowiedziana miała sens, musiałaby być w szczegółach prawdziwa, a na to zgody dać nie mogłem. Opisy wydarzeń nasyconych wymykającą się naturalnemu rozumowi nieuporządkowaną cudownością były po prostu nie do zaakceptowania; samo przypuszczenie, że owe wydarzenia miały miejsce, było, mówiąc oględnie, intelektualną prowokacją. Materiał na powieść fantastyczną – proszę bardzo, opis rzeczywistości – nigdy. Powracały więc dawne argumenty przeciwko chrześcijaństwu: że zabobon, że pobożne życzenia, że bajka… Pojawiała się też inna refleksja. Pamiętam, że przychodziły mi wtedy na myśl prześladowania chrześcijan, o których wiedziałem z historii. (…) Nie mogłem nie wiedzieć, że przez stulecia wyznawcy Jezusa trwali przy swoich przekonaniach mimo ogromnych niepowodzeń i bez nadziei na odniesienie jakichkolwiek korzyści. Czy jest do pomyślenia, że w torturach oddawali życie za bajkę, zabobon, pobożne życzenia? Za fikcję wymyśloną przez niepiśmiennych palestyńskich wieśniaków, którzy albo dali się omamić wędrownemu rabinowi, albo sami całą historię wymyślili? A jeżeli wymyślili, to cui bono? Myśl moje ciążyła ku rozważaniom historycznym, bo umysł nawykły do konkretu chciał obracać się bezpiecznie w sferze faktów naturalnych. Cudowność jednak zewsząd napierała, a największe wrażenie robiła tam, gdzie wydawała się najmniej prawdopodobna. Wreszcie przy lekturze świętego Jana dotarłem do fragmentu, przy którym czas na chwilę się zatrzymał: „Albowiem Bóg tak umiłował świat, że Syna swojego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny”. Zaraz potem nastąpiła nieoczekiwana eksplozja sensu, odnaleziona niemal przypadkowo i bez żadnej zasługi z mojej strony. Kiedy czas ponownie ruszył, wiedziałem, że od tej pory wszystko będzie inaczej. Jednak ze znaczeniem tekstu, który dopiero co wywołał u mnie tak wielkie poruszenie musiałem już zmagać się sam na sam, kompletnie nieprzygotowany do jego interpretacji. (1) Dlaczegóż to Bóg miałby kochać świat? (2) Co to znaczy, że ma Syna? (3) Po co miałby Go „dawać”? (4) Jaki jest związek tej wiary z życiem po śmierci? Na pytania te nie znałem odpowiedzi. Zauważyłem tylko, że pięć członów omawianego fragmentu nie pozostaje ze sobą w oczywistym związku logicznym: żaden nie wynika w sposób naturalny z poprzedniego zgodnie z oczekiwaniem. Doszedłem do wniosku, że mam do czynienia z absurdem, ale bardzo szczególnego rodzaju; mianowicie takim, którego umysł ludzki pozostawiony sam sobie nie jest w stanie wyartykułować i któremu sens może nadać tylko to, że u jego źródła tkwi jakiegoś „objawienie”. Czytelników zaznajomionych z katolicką nauką wiary proszę o wyrozumiałość za brak teologicznej precyzji, zaś sceptyków pragnę uspokoić: nie uważam, że prawda w sposób konieczny łączy się z absurdem. (…) Przez długi czas uważałem – w pewnej naiwności – tę właśnie chwilę za moment „nawrócenia”. Nie mogłem wówczas wiedzieć, że nawrócenie jest czymś więcej niż przeżyciem chwili. Niczym odkrywca wdzierałem się na szczyt, by móc podziwiać widok; tymczasem byłem tylko przygodnym turystą, który zboczywszy ze szlaku górskiego, wszedł jakimś cudem na pierwszy pagórek, ale i tak niewiele zobaczył, bo była mgła. Wiedziałem jednak wówczas, i nadal tak uważam, że stało się coś bardzo ważnego, że przekroczyłem pewną granicę, spoza której nie ma powrotu. Materializm odchodził w przeszłość; cudowność Ewangelii, ciągle jeszcze niezrozumiała, nie była już nie do pomyślenia. Stanąłem na początku drogi, a w wielkiej układance wypełnił się niewielki na razie, ale istotny obszar: cudowność powróciła do krainy sensu. Wiele lat później dowiedziałem się, że fragment, który tak mnie poruszył jest jednym z najczęściej cytowanych wersetów Ewangelii, a wiele osób publicznie przyznaje, że w ich drodze do chrześcijaństwa odegrał wyjątkową rolę. Jest to zrozumiałe, ponieważ owe 21 słów tworzy kapsułę, w której upakowane zostało niemal całe chrześcijańskie przesłanie. Jednocześnie o jakimkolwiek automatyzmie nie ma mowy, bo żaden krok nie może być powszechnie dominujący w procesie tak silnie zindywidualizowanym, jak poszukiwanie prawdy, zachodzącym co najmniej na dwóch płaszczyznach, intelektualnej i moralnej, które w dodatku silnie na siebie oddziałują. Dobrą metaforą tego typu poszukiwań jest wspomniana właśnie układanka: obiektywizm celu współgra tu z subiektywizmem poszukiwania. (…) W odniesieniu do pewnego etapu mojej wędrówki użyłem świadomie terminu „nawrócenie”, chociaż zdaję sobie sprawę, że słowo to niektórym czytelnikom może się niedobrze kojarzyć. W kraju, z którego piszę prawie zawsze już kojarzy się ono negatywnie, używane w kontekście religijnego przymusu, najchętniej w katolickim wydaniu. Napisałem o nawróceniu a nie tylko o przeświadczeniu, ponieważ chciałem podkreślić, że chodzi o przemianę tak intelektualną, jak i moralną, a to właśnie oznacza to słowo. Już wtedy przeczuwałem, że jeżeli miałby się okazać, iż Ewangelie mówią prawdę, to będę musiał zmienić swoje życie. Fakt, że pomimo tego byłem gotów poszukiwać dalej, kwalifikuje ten moment jako przeczucie nawrócenia, zapisanego jeszcze w cudzysłowie. W dalszej części rozważań, zgodnie z obietnicą zawartą w tytule, skupię się na ideach, a do kwestii moralnych nawiążę tylko wtedy, gdy stanie się to konieczne dla zrozumienia idei, co część czytelników zapewne przyjmie z ulgą, chociaż zainteresowani szczegółami mojego życiorysu poczują się nieco zawiedzeni. Zapraszam do układanki… Jacek Bacz, „Przez rozum do wiary„, Kraków 2013, s. 20-30. (opublikowano:12 sierpnia 2013 r.)
Ilustracja zastępcza Kultowy magazyn o zjawiskach nadprzyrodzonych powraca na antenę! NIE DO WIARY – to telewizyjny magazyn emitowany przez TVN od 1997 do 2007 roku. Poruszane w nim były kwestie zjawisk nadprzyrodzonych, niewytłumaczalnych historii, przepowiedni na przyszłość a także tematy popularnonaukowe. Program zdobył status kultowego. Teraz, po pięcioletniej przerwie, powraca na antenie TTV. Gospodarzem NIE DO WIARY będzie ponownie Maciej Trojanowski. Nowe odcinki nagrywane będą w studiu przypominającym poprzednią odsłonę programu. Nowe odcinki NIE DO WIARY już od września na antenie TTV.
Liceum Ogólnokształcące Nr I im. Jana Bażyńskiego w Ostródziekl. II b A ludzie rano okiem zdziwionemSpojrzą na szyby, gdzie kwiaty zaklęteSrebrzą się szczęścia mego słowa święte… Przeczytałam ostatnie słowa wiersza „Zimowy, biały sen” Leopolda Staffa i zamknęłam tomik jego poezji. Tego typu wiersze wyzwalają we mnie różnorakie odczucia i niekoniecznie same pozytywne emocje. Źle mi się kojarzy zima. Zawsze wprowadza w moje życie przygnębienie i senność. Gdy jest zimno, nikt, nie licząc oczywiście mojego psa, nie chce wychodzić z domu, i czuję się wtedy trochę samotna. To w jaki sposób Staff opisuje śnieg, pobudza jednak wyobraźnię. Zdmuchnęłam świeczkę o zapachu pierników, pachnącą bardziej niż szarlotka mamy. Pogłaskałam po pyszczku Dolara, pieska, który przybłąkał się do mojego domu kilka tygodni temu. Razem z rodzicami podejrzewamy, że ktoś pozbył się go, ponieważ zaczął być kłopotliwym świątecznym prezentem. Niedbałym ruchem zrzuciłam z lewej stopy kapeć, który dotychczas uparcie się na niej trzymał. Uniosłam kołdrę i delikatnie wsunęłam się pod nią. Starałam się być jak najciszej, bo była już druga w nocy, a ja nie chciałam przecież nikogo obudzić. Druga, trzecia, trzecia trzydzieści, a ja wciąż nie mogłam zmrużyć oka. Niespokojna wstałam z łóżka i podeszłam do okna w dachu. Otworzyłam je i wychyliłam głowę na zewnątrz. Ku mojemu zdziwieniu zima wyglądała inaczej niż zwykle. Ogromne jabłonie rosnące w sadzie przemiłego sąsiada, pana Nowaka, wyglądały jak sosny. Obsypane śniegiem przypominały pudrowe ciastka, które babcia Ania zawsze przygotowuje na święta. Do moich nozdrzy zaczął też docierać aromatyczny zapach pieczonego indyka. Kojarzył mi się tylko z jednym… z czasem, gdy dowiedziałam się od mojego złośliwego i starszego o całe pięć lat kuzyna Maksa, że ktoś taki jak Święty Mikołaj, nie istnieje. Pamiętam, jaka byłam wtedy zawiedziona… Zamknęłam okno dachowe i pomaszerowałam schodami w dół. Podeszłam do okna w kuchni i odsunęłam firankę. Moim oczom ukazał się dokładnie ten sam widok, który chwilę wcześniej podziwiałam na piętrze. Niewiele myśląc zarzuciłam na siebie kożuch mamy i ciepły szal. Wskoczyłam w kozaki i zawołałam, najciszej jak tylko potrafiłam, Dolara. Ostrożnie wyszłam na dwór. Dolar ewidentnie nie był zachwycony moim pomysłem na nocny spacer, co okazywał przez całą drogę od drzwi do bramki naszego podwórka, ujadając. Świat wyglądał piękniej niż zwykle. Trawa, czy raczej jej pozostałości były pokryte czymś przypominającym pokruszone lodowe cukierki, a płot sąsiadki wyglądał jak czekoladka. Znad oczka wodnego pana Nowaka majestatycznie unosił się dym, który kojarzył mi się z parą kubka różanej herbaty. – Nie do wiary… – powiedziałam do psa, który też wyglądał, jakby nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Podeszłam do zamarzniętego wodnego oczka i przejrzawszy się w lodzie, postanowiłam sprawdzić jego kruchość. Zapukałam delikatnie czubkiem buta w lodową taflę. Lód pękł. Usłyszałam wydobywający się spod niego głośny krzyk, który przyprawiał mnie o dreszcze. Poczułam, jak robi mi się zimno. – Gdy przerażający krzyk ustał, spod pokrywy lodu wyjechały ogromne sanie, na których siedziała piękna kobieta. Ubrana w długie, białe futro, kogoś mi przypominała. Skinęła na mnie głową. Powolnym krokiem podeszłam więc do sań i usiadłam przy niej. Siedzenia były bardzo miękkie. Chciałam, aby ta chwila trwała jak najdłużej. Pani siedząca obok, pogłaskała mnie po głowie i przedstawiła się. Niesamowite… Była to Królowa Lodu! Ta sama, o której czytałam w baśniach wczesnego dzieciństwa. – Jak się Pani tu znalazła? – zapytałam zdziwiona. Pochyliła się ku mnie, jakby chciała mi zdradzić swoją największą tajemnicę, i szepnęła: – Jestem… i przybywam, aby ci przekazać…- mówiła coraz ciszej, podczas, gdy ja krzyczałam coraz głośniej: – Kim? Skąd? Dlaczego? Poczułam czyjąś rękę na plecach. Poderwałam się z łóżka. Tak, z łóżka, nie wiem, jak się tam nagle znalazłam. – Mama? – powiedziałam zaskoczona do mojej rodzicielki, która stała nade mną z kubkiem herbaty. – Wstawaj córciu, śniadanie czeka – powiedziała stawiając kubek na korkowej podkładce. Nie byłam pewna: co było jawą, a co snem. – Jak właściwie znalazłam się w łóżku? Czy tajemnicza Królowa Lodu odwiedziła mnie tylko we śnie? Co chciała mi przekazać? I dlaczego mama obudziła mnie w tak ważnym momencie? Po południu wybrałam się z Dolarem na zwyczajny spacer po mieście, a wracając, wstąpiłam jeszcze do biblioteki. Kocham książki, ale przechodząc obok regału, zupełnie niechcący strąciłam jedną z półki. Szybko schyliłam się, aby ją podnieść. Delikatnie chwyciłam za grzbiet okładki. Mój wzrok przyciągnął duży, złoty napis: „Królowa Śniegu” Hans Christian Andersen. Jak ona się tu znalazła? Uśmiechnęłam się do siebie. W tym momencie z lektury wypadła mała żółta karteczka z napisem: „Można tak się zamknąć w zimie, że nie dostrzeże się wiosny”. Zrozumiałam wszystko…
Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. Autor Wiadomość Dołączył(a): So kwi 07, 2012 20:58Posty: 575 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. WIST napisał(a):Atheist napisał(a):O! chyba spełniam wszystkie warunki Jeśli tak to przykro mi. Choć aż trudno mi uwierzyć że poznałeś Go tak dobrze i chcesz prostu bardziej podoba mi się Prometeusz. Gość nie dość, że nas stworzył, to jeszcze zapłacił za to cenę nieporównywalnie większą niż Jezus. I w dodatku niczego od nas nie chce w zamian. Zdecydowanie z tej pary jestem za Prometeuszem a jest jeszcze kilku innych silnych konkurentów na i najważniejsze - Prometeusz nie obiecuje mi życia wiecznego. Jakoś jeśli miałbym kogoś pokochać to kogoś, kto nie ma czegoś na czym zależy mi tak bardzo. To tak jak w Twoim przykładzie z kochankami - gdybym ożenił się z bardzo bogatą kobietą nigdy nie wiedziałbym czy na pewno nie zrobiłem tego dla pieniędzy. Niezależnie od tego, że czułbym, że ją kocham i nawet czasem - jak piszesz - zrobiłbym coś dla niej z że rozumiem, że "miłość do Boga" to nie tylko "coś za coś" (jak każda miłość). Ale nie przypominam sobie, aby jacyś misjonarze, jakiejkolwiek religii mówili: "Pokochajcie Boga, on tego pragnie, potrzebuje, bez Waszej miłości jest mu przykro więc dajcie mu coś od siebie, żeby go ucieszyć". Raczej wszyscy mówią: "Czy myślałeś co się z Tobą stanie po śmierci?" albo: "Czy wiesz, że Bóg Cię kocha takim jakim jesteś". Słowem: Bóg to potężny ktoś, już Ci wiele dał a może dać jeszcze więcej. Jakoś nie słyszałem o ofiarach składanych Prometeuszowi przez starożytnych Greków a o ofiarach składanych Zeusowi jak najbardziej... Wt kwi 02, 2013 23:46 WIST Dołączył(a): Pt lis 17, 2006 18:47Posty: 12979 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. Ja ciągle u siebie słyszę że z Bogiem trzeba trzymać sztamę. Ale to co napisałeś jest bardzo ważne, bo chyba tego brakuje. Nasze głoszenie to zbyt często reklamowanie Boga, tak jakbyśmy się bali, a może nie wiedzieli, że tutaj bardziej chodzi o relację. To trochę wyższy poziom, więc może idziemy na łatwiznę i spłycamy ten obraz. Bóg nas nie potrzebuje, będzie istniał, działał. Ale chce abyśmy Go kochali i kocha nas bezinteresownie. Choć chyba nieco Cie rozumiem. Masowa wiara, została uproszczona, bo poważna filozofia i teologia, w dodatku nie w teorii ale w praktyce, to dla wielu zbyt wiele. Z drugiej strony zamiast wyjaśniać mi na chłopski rozum tych wyższych idei spłycono je. I chyba tu jest problem, bo skoro nie rozumiemy na odpowiednio wysokim poziomie czym jest Msza św., sens świąt, znaczenie przykazań dla naszego życia, to czemu dziwimy się że można je zastąpić innymi ceremoniami, czy inną moralnością. I chyba problem nie w tym że Bóg za takie twierdzenie jakie zapodaje autor tematu kogoś skarze na potępienie. To raczej tego typu myslenie tak wyprowadzi na manowce, że człowiek sam się potępi. Wygląda to tak, że skoro nie potrzebuje sakramentów, mogę stosować inną moralność, wierzyć w coś innego i parać się rzeczami, którymi gdzie indzie nie mogę, to w swoim mniemaniu podążam do Boga. To po prostu jedna z wielu dróg, tylko że inna moralność pozwala mi czynić zło, nie szukać kontaktu z Bogiem, zajmować okultyzmem. Każda droga, wiara prowadzi do zbawienia? Jeśli prowadzi do zatracenia, to jak może prowadzić do zbawienia? Bo miałem dobre chęci? To spróbuj dobrymi chęciami ruszyć na postoju wrzucając bieg na 5. _________________Pozdrawiam WIST Śr kwi 03, 2013 0:40 triebflugel Dołączył(a): Wt mar 19, 2013 10:52Posty: 30 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. Jesienna dzięki za ten tekst nostrae etate. Byłbym bardzo rad gdyby rządzący kościołem katolickim zechcieli podążać za prawami, które nam narzucają, bo tego nie robią. Już dawno odeszli od chęci dążenia do doskonałości. tu ciekawa rozmowa do tematu uważam, że dobro i zło, ludzie dobrzy i źli to porostu niezbędne elementy układanki, że gdyby usunąć zło i złych lub dobro i dobrych to konstrukcja by się nie jest to poprawne czy nie poprawne - wszystko jest niezbędne by struktura uważam, że zło gra bardzo ważną rolę w czynieniu dobra, już w starożytnych chinach filozofowie wiedzieli o nierozerwalności dobra i zła tzn jing jang jako prawda w kościołach są konfesjonały, bo Bóg wie, że grzech jest czymś normalnym, spowiedź ma także pełnić rolę terapeuty czyli odciążyć psychicznie żebyśmy na umyśle czuli się cywilizacja tworzy personifikację swojej kultury w postaci Boga, mądrzę ktoś wcześniej wspomniał, że religia jest odzwierciedleniem pragnień i osobowości. Śr kwi 03, 2013 8:31 JedenPost Dołączył(a): Pt gru 30, 2011 9:17Posty: 11383 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. triebflugel napisał(a):Wracając do tematu uważam, że dobro i zło, ludzie dobrzy i źli to porostu niezbędne elementy układanki, że gdyby usunąć zło i złych lub dobro i dobrych to konstrukcja by się coś bliżej objaśnić na czym by miało to zawalenie się polegać? _________________Lubię Starego czasem, to też sprawiaże się wystrzegam otwartej z nim wojnyPrzecież to piękne, gdy Pan tak dostojnyTak z samym diabłem po ludzku rozmawia. Śr kwi 03, 2013 10:15 bramin Dołączył(a): Pt lis 20, 2009 9:38Posty: 3324 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. Cytuj: Byłbym bardzo rad gdyby rządzący kościołem katolickim zechcieli podążać za prawami, które nam narzucają, bo tego nie robią. Masz bardzo ciekawe teorie. Rzadzacy Kosciolem narzucaja nam pewne prawa? A my biedacy musimy to uważam, że zło gra bardzo ważną rolę w czynieniu dobra, już w starożytnych chinach filozofowie wiedzieli o nierozerwalności dobra i zła tzn jing jang jako prawda ying i yang dotyczy zupelnie innego kontekstu. Nie jest zwiazana z koegzystencja dobra i Europie, w jezyku potocznym mowi sie, ze zasada ying i yang to zasada przeciwienstw. Takie rozumienie tej zasady jest duzym uproszczeniem. Owszem chodzi o przeciwienstwa ale w aspekcie w kościołach są konfesjonały, bo Bóg wie, że grzech jest czymś normalnym, nie jest czyms normalnym , naturalnym. Tak wynika z Objawienia. Grzech jest jakims zaburzeniem harmonii miedzy Bogiem i czlowiekiem i miedzy czlowiekiem a wierza cywilizacja tworzy personifikację swojej kultury w postaci Boga, mądrzę ktoś wcześniej wspomniał, że religia jest odzwierciedleniem pragnień i Ci chyba o mamy do czynienia z maslem maslanym. _________________MODERATOR Śr kwi 03, 2013 10:23 Anonim (konto usunięte) Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. triebflugel napisał(a):Jesienna dzięki za ten tekst nostrae etate. Byłbym bardzo rad gdyby rządzący kościołem katolickim zechcieli podążać za prawami, które nam narzucają, bo tego nie robią. Nie ma żadnych rządzących Kościołem Katolickim. Jedynym jego Panem i głową jest Jezus Chrystus i to on jest naszym wzorem który prawo wypełnił w 100%. Więc jeżli chcesz za nim podąrzać to możesz być bardzo rad . triebflugel napisał(a):Wracając do tematu uważam, że dobro i zło, ludzie dobrzy i źli to porostu niezbędne elementy układanki, że gdyby usunąć zło i złych lub dobro i dobrych to konstrukcja by się nie jest to poprawne czy nie poprawne - wszystko jest niezbędne by struktura uważam, że zło gra bardzo ważną rolę w czynieniu dobra, już w starożytnych chinach filozofowie wiedzieli o nierozerwalności dobra i zła tzn jing jang jako prawda w kościołach są konfesjonały, bo Bóg wie, że grzech jest czymś normalnym, spowiedź ma także pełnić rolę terapeuty czyli odciążyć psychicznie żebyśmy na umyśle czuli się cywilizacja tworzy personifikację swojej kultury w postaci Boga, mądrzę ktoś wcześniej wspomniał, że religia jest odzwierciedleniem pragnień i kiedyś taka piosenka hip hopowa ,,Nie ma miłości bez nienawiści'' ale nie jest to w naszym świecie konstrukcja w której dwa elementy są sobie niezbędne. Jest wręcz przeciwnie. Jedyna stabilna konstrukcja to ta gdzie zła nie ma wcale, i taką Bóg dla nas przygotował, odrzuciliśmy ją, ale ona wciąż na nas czeka dzięki odkupieniu Pana Jezusa za nasze grzechy. Piszesz że dobro i zło są niezbędne w tej układance i się uzupełniają. Nigdy tak nie było i nie będzie. Zło zawsze było, jest i będzie jak ten wrzód na tyłku. Piszesz o jakiejś symbiozie, a jest to pasożytnictwo zła w naszym świecie, naszym życiu, rodzinach, otoczeniu. Ten pasożyt zawsze prowadzi tylko do upadku i nieszczęscia. Śr kwi 03, 2013 10:40 wierny_prawdzie Dołączył(a): Wt kwi 02, 2013 10:44Posty: 8 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. quas napisał(a): Nie ma żadnych rządzących Kościołem Katolickim. Jedynym jego Panem i głową jest Jezus Chrystus i to on jest naszym wzorem który prawo wypełnił w 100%. Więc jeśli chcesz za nim podążać to możesz być bardzo rad . Niestety, ten, kto chciałby po prostu "podążać za Jezusem Chrystusem" nie jest w stanie tego uczynić, bo tak naprawdę nie wiadomo, czego od ludzi chciał Jezus. Wiedza o Nim, po pierwsze, pochodzi od ewangelistów, którzy przedstawili rzeczy w sposób wycinkowy i stronniczy, w dodatku wzajemnie sobie przecząc. Po drugie, słowa Jezusa są tak niejasne, że na proste pytania nie da się znaleźć odpowiedzi. Przykład: czy mamy przestrzegać prawa żydowskiego, czy nie? Konia z rzędem temu, kto na podstawie Biblii znajdzie bezsporną odpowiedź na to pytanie. Jeśli chodzi o Dekalog, to przedstawia on zasady, które są przestrzegane przez ludzi pod każdą szerokością geograficzną. Gdyby ich Biblia nie sformułowała, i tak byłyby przez ludzi uznawane. Czy przed napisaniem Biblii ludzie sądzili, że wolno zabijać albo kraść? Ludzie toczyli całe wojny o to, czyje rozumienie słów Jezusa jest lepsze. To, co teraz jest ogólnie uznawane przez chrześcijan, to wersja powstała nie w toku dyskusji, ale narzucona mieczem. Jest możliwych wiele innych interpretacji Pisma, równie spójnych jak obowiązująca w Kościele katolickim. Tak więc pytam: co to znaczy "podążać za Jezusem"? Śr kwi 03, 2013 11:13 triebflugel Dołączył(a): Wt mar 19, 2013 10:52Posty: 30 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. Do Quas Ok załóżmy, że od jutra wszyscy wyrzekają się zła i odtąd żyje tylko dobro. Co dalej?Po co wtedy Bóg, po co kościół, po co przykazania?Czym w takim razie było by dobro? Ludzie stali by się jak by dobro bez świadomości jego poprawności, bo byłoby to coś normalnego i nieszczególnego, baa! robili by to, bo nic innego nie byliby wstanie Bóg nie dopuszczał by zła gdyby nie miało ono jakieś roli do odegrania choćby takiej, że Bóg chciałby przetestować naszą wiarę i lojalność dając wybór - dobro lub istniało tylko dobro, po cóż Bóg dawałby wolną wolę?Do czego potrzebna byłą by policja gdyby w 100 % zwalczyć przestępczość?kodeks karny nie byłby już potrzebny. Śr kwi 03, 2013 13:02 jesienna Dołączył(a): N sie 28, 2011 11:55Posty: 2016 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. wierny_prawdzie napisał(a):quas napisał(a): Nie ma żadnych rządzących Kościołem Katolickim. Jedynym jego Panem i głową jest Jezus Chrystus i to on jest naszym wzorem który prawo wypełnił w 100%. Więc jeśli chcesz za nim podążać to możesz być bardzo rad . Niestety, ten, kto chciałby po prostu "podążać za Jezusem Chrystusem" nie jest w stanie tego uczynić, bo tak naprawdę nie wiadomo, czego od ludzi chciał Jezus. Wiedza o Nim, po pierwsze, pochodzi od ewangelistów, którzy przedstawili rzeczy w sposób wycinkowy i stronniczy, w dodatku wzajemnie sobie przecząc. Po drugie, słowa Jezusa są tak niejasne, że na proste pytania nie da się znaleźć odpowiedzi. Przykład: czy mamy przestrzegać prawa żydowskiego, czy nie? Konia z rzędem temu, kto na podstawie Biblii znajdzie bezsporną odpowiedź na to pytanie. Jeśli chodzi o Dekalog, to przedstawia on zasady, które są przestrzegane przez ludzi pod każdą szerokością geograficzną. Gdyby ich Biblia nie sformułowała, i tak byłyby przez ludzi uznawane. Czy przed napisaniem Biblii ludzie sądzili, że wolno zabijać albo kraść? Ludzie toczyli całe wojny o to, czyje rozumienie słów Jezusa jest lepsze. To, co teraz jest ogólnie uznawane przez chrześcijan, to wersja powstała nie w toku dyskusji, ale narzucona mieczem. Jest możliwych wiele innych interpretacji Pisma, równie spójnych jak obowiązująca w Kościele katolickim. Tak więc pytam: co to znaczy "podążać za Jezusem"?W zasadzie masz tylko, że to co napisałeś o rozstrzyganiu sposrów teologicznych to gruba przesada .Były takie sytuacje, ale glówny nurt dyskursu teologicznego toczył się w inny do ostratniego pytanie, to bardzo dobre pytanie(zwłaszcza w kontekście tego co napisałeś).Nie da się "podążać za Jezusem bez wiary w to, że Bóg czuwa jakoś nad Kościolem i z teologicznych sporów, często bezładnych i burzliwych wyłania się coś trwalego, jakaś prawda - coś ostatecznie wchodzi w skład Tradycji Kościola (W Kościele katolickim i prawosławnym Tradycja jest uważane za żródło objawienia na równi z Pismem św. protestanci mimo deklarowania "sola scriptura" - "tylko pismo", de facto też jakąś tradycję przyjmują).Myślę, że co to jest "podążanie za Jezusem" zrozumieć się nie da się nie da nie przyjmując Tradycjii Kościoła (rozumianego szeroko jako dorobek całego chrześcijaństwa), To Tradycja jest tym co pozwala stanąć na jakimś w miarę stałym gruncie (choć też nie do końca - bo Tradycja Kościoła nie jest stalym , jest żywa, więc się rozwija). _________________informuję, że nieużywanie dużych liter przeze mnie nie wynika absolutnie z braku szacunku dla kogokolwiekale jest przede wszystkim spowodowane szybkoscią z jaką piszę (oraz czasem pewnymi problemami z klawiaturą), proszę o wyrozumiałość. Śr kwi 03, 2013 13:32 Anonim (konto usunięte) Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. triebflugel napisał(a):Do czego potrzebna byłą by policja gdyby w 100 % zwalczyć przestępczość?Aby przeprowadzać dzieci przez ulicę, jak w wielu innych napisał(a):kodeks karny nie byłby już potrzebny. Nie kazde przestepstwo popełniamy więc, ze Bóg dopuszcza zło, abysmy zgodnie z wolna wolą świadomie je nie wybierzemy, to zgodnie z nauką raju-piekla będziemy No to mamy problem, bo chyba nikt w pełni swiadomy i dobrze poinformowany, bez zamazujących prawdę doświadczeń i innych obciazeń nie wybrałby zła (no przecież zalązek boskości, w sensie dobra, mamy w sobie jako stworzeni na Jego podobieństwo). No to co z tymi, których tak wielu w ogień wieczny wrzuca? Nie obeznani? Straceni? Świadomi Przeznaczeni Śr kwi 03, 2013 13:47 Anonim (konto usunięte) Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. jesienna napisał(a):(W Kościele katolickim i prawosławnym Tradycja jest uważane za żródło objawienia na równi z Pismem św. protestanci mimo deklarowania "sola scriptura" - "tylko pismo", de facto też jakąś tradycję przyjmują).Wyjasnijmy to sobie jeszcze raz. Zasada sola scriptura oznacza, że jedynym źródłem, autorytetem w sprawach chrześcijaństwa, w sprawach wiary i jej praktykowania jest Pismo Święte. NIE jak u katolików równorzędnie Pismo Święte i Tradycja. Dokładnie to ten skrót myślowy oznacza. Śr kwi 03, 2013 14:11 wierny_prawdzie Dołączył(a): Wt kwi 02, 2013 10:44Posty: 8 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. jesienna napisał(a): Nie da się "podążać za Jezusem bez wiary w to, że Bóg czuwa jakoś nad Kościolem i z teologicznych sporów, często bezładnych i burzliwych wyłania się coś trwałego, jakaś prawda - coś ostatecznie wchodzi w skład Tradycji Kościoła (W Kościele katolickim i prawosławnym Tradycja jest uważane za żródło objawienia na równi z Pismem św. protestanci mimo deklarowania "sola scriptura" - "tylko pismo", de facto też jakąś tradycję przyjmują).Myślę, że co to jest "podążanie za Jezusem" zrozumieć się nie da się nie da nie przyjmując Tradycji Kościoła (rozumianego szeroko jako dorobek całego chrześcijaństwa), To Tradycja jest tym co pozwala stanąć na jakimś w miarę stałym gruncie (choć też nie do końca - bo Tradycja Kościoła nie jest stałym , jest żywa, więc się rozwija).Droga jesienna Uważam, że powoływanie się na Tradycję jest zabiegiem czysto retorycznym, jest fasadą ukrywającą pełną dowolność. Po pierwsze, każde twierdzenie, choćby nie wiem jak stare, szacowne i powszechnie uznawane, może być w każdej chwili wycofane z Tradycji. Na przykład weźmy zasadę uświęconą bardzo długą tradycją, że żona ma być podległa mężowi. Albo zasadę "czarownicy żyć nie pozwolisz". Co się stało z tymi tradycjami? Po drugie, z Tradycji zawsze można wybrać, co się komu podoba. Dawniej mówiono po prostu różne, sprzeczne rzeczy, i zawsze można przywołać to, co komu akurat pasuje. Po trzecie, w Piśmie przynajmniej wiadomo, co jest napisane, a co nie jest napisane. Tradycja natomiast jest nieokreślona. Przykładowo - czy istnieje tradycja niestawiania posągów w świątyniach (jak u pierwszych chrześcijan), czy nie ma takiej tradycji? Po czwarte, powoływanie się na Tradycję jest w istocie stosowaniem pewnej mniej lub bardziej swobodnej interpretacji. Zawsze wygrywa interpretacja tego, kto ma władzę. Po piąte, twierdzenia trwale przyjęte są przyjęte pod przymusem. Nie ma takiej kwestii teologicznej, co do której panowałaby jednomyślna zgoda. Jednomyślność jest efektem przemocy, a nie argumentacji. Śr kwi 03, 2013 19:49 Qwerty2011 Dołączył(a): Pn lut 21, 2011 22:52Posty: 1364 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. wierny_prawdzie napisał(a):Po pierwsze, każde twierdzenie, choćby nie wiem jak stare, szacowne i powszechnie uznawane, może być w każdej chwili wycofane z tradycja rozwija się razem z napisał(a): Albo zasadę "czarownicy żyć nie pozwolisz". Co się stało z tymi tradycjami?Ta zginęła samoczynnie, bo była niezgodna z nauczaniem Jezusa _________________"Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas"(2 Kor 4) Śr kwi 03, 2013 19:57 lokis Dołączył(a): N sty 13, 2013 4:33Posty: 1633 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. Cytuj:Ta zginęła samoczynnie, bo była niezgodna z nauczaniem JezusaCoz za ignorancja! Wszystko co robi Kosciol jest zgodne z wola Boga. Bog, Duch Swiety czuwa nad tym! Moze wylacznie chodzic o rozwoj czlowieka. Juz go nie trzeba palic, bo sie tak rozwinal, ze nie trzeba. Śr kwi 03, 2013 20:46 wierny_prawdzie Dołączył(a): Wt kwi 02, 2013 10:44Posty: 8 Re: Każda wiara zbawia czyli powrót do źródła. QWERTY2011 Piszesz o zasadzie "czarownicy żyć nie pozwolisz" [Wj 9:17] następująco:Qwerty2011 napisał(a):Ta zginęła samoczynnie, bo była niezgodna z nauczaniem JezusaOtóż, żeby ocenić, że zasada ta jest sprzeczna z nauczaniem Jezusa, należałoby znać nauczanie Jezusa. Z tym jest problem. Nie wiadomo, czy Jezus chciał, byśmy przestrzegali prawa żydowskiego, czy nie. Poza tym, jak to się stało, że dziesiątki wieków teolodzy (w tym Ojcowie Kościoła) nie zauważyli niezgodności tego z nauczaniem Jezusa? Śr kwi 03, 2013 21:03 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników
Temat: ... nie do wiary Link jest niesttey nieaktywny. Temat: ... nie do wiary rany..... też mam problem ze zrozumieniem.... hmmmUla P. edytował(a) ten post dnia o godzinie 22:06 Temat: ... nie do wiary Link jest aktywny, tylko źle się wkleił. Trzeba przekopiować całość linku do przeglądarki i wyświetla się to ogłoszenie. Faktycznie, jest co najmniej dziwne... Temat: ... nie do wiary Agnieszka Ślusarczyk: A czytałam kilkakrotnie aby zrozumieć o co chodzi :-) A to Google czasem nie tlumaczyl? Temat: ... nie do wiary mi to wygląda na na siłę tłumaczone z angielskiego :P Temat: ... nie do wiary Ja tam widze jakas panstwowa kase dla Reeda, podobnie bylo chyba ze stoczniowcami? Podstawowym narzędziem, za pomocą którego pomagamy bezrobotnym w powrocie na rynek pracy są różnego rodzaju szkolenia. Temat: ... nie do wiary Justyna K.: mi to wygląda na na siłę tłumaczone z angielskiego :P Kiedys to byla dobra firma..;) konto usunięte Temat: ... nie do wiary Andrzej Pieniazek: Ja tam widze jakas panstwowa kase dla Reeda, podobnie bylo chyba ze stoczniowcami? Podstawowym narzędziem, za pomocą którego pomagamy bezrobotnym w powrocie na rynek pracy są różnego rodzaju szkolenia. Właśnie dziwne, że coś takiego Reed spłodził :) Ale oceniamy ideę czy formę? Idea została skomentowana już w wielu innych wątkach n/y wspomnianych stoczniowców, a co do formy - viva la Orwellowska nowomowa. Wygląda to tak, jakby języki zmierzały w stronę uniwersalnego bełkotu... konto usunięte konto usunięte Temat: ... nie do wiary Michał Kłosowski: Ja dorzucę to :) Zgłoszenia SosnowIc. Nazwa firmy rewelacyjna. Ciekawe czemu akurat taka kwota jest wpisana i czego to akwizycja :) "Z POWODU URUCHOMIENIA DODATKOWYCH ETATÓW" :) Anna S. Customer Service Coordinator - Vesuvius Poland Sp. z Temat: ... nie do wiary Dziś natknęłam się na coś takiego :> Światowy lider w *** Tłumacz Języka Angielskiego Miejsce pracy: *** Wymagania, jakie stawiamy Kandydatom: * wykształcenie wyższe – filologia angielska mile widziane specjalność tłumaczeniowa, * min roczne doświadczenia na stanowisku Tłumacza, mile widziane w międzynarodowej firmie, * mile widziana znajomość języka angielskiego, * dobra znajomość posługiwania się komputerem (w tym MS Office), Temat: ... nie do wiary .Marek Forner edytował(a) ten post dnia o godzinie 14:42 Temat: ... nie do wiary mnie i tak zabijają ogłoszenia w których jest 10 punktów wymagań i 3 "oferujemy" :) może osoby piszące te ogłoszenia powinny ruszyć głową (tą u góry) i zastanowić się, czy same odpowiedziałyby na takie ogłoszenie... :( konto usunięte Temat: ... nie do wiary Ponieważ od pewnego czasu widać w moim profilu info, że poszukuję pracy, spływają do mnie różne "ciekawe" oferty. Poniżej przeklejam jedną z tych perełek. Odnoszę wrażenie, że szanowni "kierowniko-managerowie" mają trudności z interpretacją tego, co można przeczytać w moim CV oraz ze zrozumieniem pojęcia kariery zawodowej. Pocieszne - od jakiejś Pania manager: "Pozwolę sobie przekleić treść ogłoszenia. SmartCredit Sp. z jest firmą działająca w branży finansowej. Aktualnie wypuściliśmy na rynek unikalny produkt kierowany głównie do firm szkoleniowych oraz placówek edukacyjnych. Poszukujemy kandydata do pracy na stanowisku Przedstawiciela Handlowego. Główne zadania: -Realizowanie planów sprzedażowych oraz poszerzanie bazy klientów na wyznaczonym terenie. -Utrzymanie dobrych relacji z aktualnymi klientami. -Raportowanie wyników. -Kreowanie pozytywnego wizerunku firmy. Wymagania: -Wykształcenie minimum średnie. -Minimum roczne doświadczenie na stanowisku przedstawiciela handlowego. -Wysoka kultura osobista. -Zaangażowanie w pracę oraz umiejętność dążenia do wyznaczonych celów. Oferujemy: - Pracę z produktem, na który jest duże zapotrzebowanie na rynku. -Brak konkurencji. -Dużą samodzielność oraz swobodę w planowaniu pracy. -Wynagrodzenie podstawowe oraz atrakcyjne premie za uzyskane wyniki. -Możliwość korzystania ze szkoleń z dowolnie wybranej tematyki. Osoby zainteresowane prosimy o przesłanie CV oraz listu motywacyjnego zawierającego zgodę na przetwarzanie danych osobowych na adres: rekrutacja@ Ręce opadają... Karolina U. freelance - projekty tłumaczeniowe (rosyjski) oraz public... Temat: ... nie do wiary brak konkurencji w branży finansowej ... no ciekawe ... Temat: ... nie do wiary Kate Z.: mnie i tak zabijają ogłoszenia w których jest 10 punktów wymagań i 3 "oferujemy" :) może osoby piszące te ogłoszenia powinny ruszyć głową (tą u góry) i zastanowić się, czy same odpowiedziałyby na takie ogłoszenie... :( nie do końca rozumiem, jaką inną głową można ruszyć? Nawet jeżeli podejrzewany przeze mnie podtekst seksualny jest trafny (pomijając obrzydliwośc tego skojarzenia), to i tak nie trzyma się to kupy , bo wychodzi, że to tylko mężczyźni mieliby układać ogłoszenia bez pomyślunku. Na marginesie to nie osoby układajace ogloszenia mają na nie odpowiadać, więc takei zastanawianie się jest mijające się z celem jak poszukujemy księgowych, a sami nie jesteśmy księgową, to czemu mieibyśmy odpowiedzieć na nasze ogloszenie. bez sensu Temat: ... nie do wiary bo te ogłoszenia są poniżające, traktuje się ludzi jak zera wymagam wszystkiego, nie daję nic... 150 wymagań a oferujemy... - doświadczenie, miły zespół, herbatę, wynagrodzenie adekwatne do zaangażowania...zero konkretów, jeszcze to pracownik ma się cieszyć, że wać państwo rzucą okiem na jego cv...o ile... oczywiście umowa o pracę nierealna, o zarobki zapytać nie wolno - to jest ŻENADA!!!!!!!!!!!!!!!!!!! to jest NIENORMALNE żeby nie można było wiedzieć, jakie sa zarobki a pytanie o to uważano za nietakt z jakiej racji pracodawca ma mieć wszystkie informacje i dane a pracownik jak głupi kozioł ma czekać na to, "co da mu los" Temat: ... nie do wiary Przykłady: Zakres obowiązków: * obsługa Klientów potencjalnych i istniejących * wspieranie key account managera w codziennych działaniach sprzedażowych * sporządzanie ofert * wizyty u Klientów w celu sprawdzanie parametrów technologicznych, pobierania próbek do analiz i przeprowadzania kontroli podstawowych parametrów * pozyskiwanie nowych Klientów poprzez eksplorację rynku Wymagania * wykształcenie wyższe chemiczne * wiedza z zakresu obróbki chemicznej powierzchni (galwanizacja) * doświadczenie w sprzedaży B2B środków chemicznych będzie atutem * dobra organizacja pracy i kultura osobista * zdolności analityczne * odpowiedzialność Korzyści * narzędzia pracy * możliwość rozwijania sprzedaży i samodzielność w działaniu (w zależności od doświadczenia Kandydata i znajomości branży) TU NIE OFERUJĄ JUŻ NIC :)))))))))))))) Podobne tematy Rekrutacja i selekcja » dlaczego konsultanci nie podają nazwy firmy... - Rekrutacja i selekcja » Jak nie przeprowadzać rekrutacji - Rekrutacja i selekcja » Czego nie lubicie u rekrutowanych? - Rekrutacja i selekcja » Kryzys jest a pracowników nie ma :-( - Rekrutacja i selekcja » Nie wysyłajcie ofert pracy e-mailem tylko pocztą ! - Rekrutacja i selekcja » Dalczego w polskich ogloszeniach o prace nie podaje sie... - Rekrutacja i selekcja » Nie ma to jak stracić pracę przed świętami - Rekrutacja i selekcja » podawać na wstępie wysokość proponowanego/ oczekiwanego... - Rekrutacja i selekcja » wymagania finansowe w aplikacji: tak czy nie - Rekrutacja i selekcja » nie rozumiem, pisanie maili, listów motywacyjnych z błędami -
nie do wiary powrót